W mojej rodzinnej miejscowości na Dolnym Śląsku poruszył mnie widok, który zobaczyłem
na starym, poniemieckim cmentarzu, użytkowanym do dzisiaj. Pod starym, żeliwnym krzyżem z
XIX wieku ukryty został mały, niepozorny grób bez inskrypcji. Jest to mogiła już z czasów
powojennych, zapewne z samych początków nowego, polskiego osadnictwa na tych terenach.
Malutki, betonowy krzyż sprawiał wrażenie niemal wtulonego w cokół tego większego.
Nie mam pojęcia, kto został w nim pochowany, ale jest to zapis czyjejś tragedii. Niewielki
rozmiar grobu od razu nasuwa myśl o stracie dziecka. W sposób symboliczny mógłby to być też
pomnik matczynej miłości. Pochowana tam pod żeliwnym krzyżem Maria Elizabeth niejako
adoptuje dziecko, na wieczność złożone u jej grobu.
Od razu też przypominają mi się inne groby właśnie z tamtego czasu, które niejednokrotnie
widziałem podczas mojego dziecięcego włóczenia się. Między innymi grób mojej praprababci, pochowanej w Orsku. Dwa lata po wysiedleniu z Lemkowyny zmarła właśnie tam.
Za krzyż nagrobny posłużył wtedy odpowiednio wycięty metalowy fragment niemieckiego ogrodzeni.
Obraz można zobaczyć na wystawie w Ludźmierzu (pod Nowym Targiem). Wystawa trwa do 29 listopada, zapraszam!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz