Bardzo dziękuję za wczorajszą obecność na otwarciu wystawy Mоже ся не верну- Może nie wrócę. To był bardzo emocjonujący i ważny dla mnie wieczór. Mam nadzieję, że dla Was również była to okazja do spotkania, nie tylko z kulturą ale także z ludźmi.
Bardzo dziękuję również kuratorce wystawy Alicji Gołyźniak oraz dr. Michałowi Szymko za poprowadzenie wernisażu i dyskusję. Pojawiło się wiele cenny uwag i poważnych refleksji, ale też niespodziewanych zabawnych momentów 
Załączam tekst do wystawy w j. łemkowskim i j. polskim
Може ся не верну
і лем штораз дальше ховают
ся в гущавині,
боят
ся высунути збуреной церкви бородаты
ґамбы
Юрий
Гарасимович, Хто то
вчынил і по што?
Дім
то для нас штоси своє, безпечне, тото, з
чым ся можеме ідентифікувати.
Може ним быти будинок, окрислене місце,
вітчызна, родина, а нераз і просто почутя
приналежности до даной культуры. Сам
долгій час не знал єм, де є так по правді
мій дім. Выховувал єм ся на Нижнім Шлеску,
як потомок выселеных Лемків і львівскых
Поляків. Як дітина,
бывал єм і в церкви, і в костелі – якы
так близкы собі, а такы же ріжны. Лекциі
католицкой реліґіі ділил єм з правослaвном
реліґійом в прицерковній сальці.
„Тy,
Łemku” – почул єм раз в основній школі
од колеґы з клясы. Было то шмарене як
вызвиско, а зачыпный тон глубоко
остал мі в памяти. Чом? Бо в моiй родині
походжыня николи не было темом табу. Ци
мал бы-м ся ганьбити лемківского
походжыня?
Лишыл
єм тему мойой лемківскости на вельо
років. Памятал єм о ній в середині, але
не вказувал єм єй назовни – хыбаль же
дахто безпосередньо ся звідувал. Аж до
часу мойого докторату, в котрым хотіл
єм за помочом портретів як найліпше
описати досвідчыня і історию конкретных
люди. Товды тіж представил єм долю мойого
діда, Петра Коцура, м.ін. в образі Істория
мойого діда Петра Коцура.
Вказал єм в ним його дорогу – од моменту
як го зімали і вывезли до концтабору в
Дрезні, як го пак выселили в рамках акциi
«Вісла», аж по час, коли осіл в малым
селі на західніх землях.
Його індивідуальна істория
была єдночасно досвідчыньом тисячів
люди примушеных лишыти рідну землю.
Втраченый дім незамірено стал ся
досвідчыньом дальшых поколінь.
Może nie wrócę
i tylko coraz dalej chowają się w
gęstwinie,
boją wychylić zburzonej cerkwi
twarze brodate
Jerzy Harasymowicz, Kto
to uczynił i po co?
Dom
to dla nas coś własnego, bezpiecznego, coś, z czym potrafimy się
utożsamić. Może nim być budynek, określone miejsce, ojczyzna,
rodzina, a czasem po prostu poczucie przynależności do danej
kultury. Ja sam przez długi czas nie wiedziałem, gdzie tak naprawdę
znajduje się mój dom. Dorastałem na Dolnym Śląsku jako potomek
wysiedlonych Łemków i lwowskich Polaków. W dzieciństwie
odwiedzałem zarówno cerkwie, jak i kościoły – tak bliskie
sobie, a zarazem tak różne. Lekcje religii katolickiej w szkole
dzieliłem z prawosławną katechezą w salce cerkiewnej.
„Ty, Łemku!” –
usłyszałem kiedyś w podstawówce od kolegi z klasy. Było to
rzucone jak wyzwisko, a zaczepny ton głęboko zapadł mi w pamięć.
Dlaczego? Bo w mojej rodzinie pochodzenie nigdy nie było tematem
tabu. Czy łemkowskie korzenie miałyby być powodem do wstydu?
Pozostawiłem temat
mojej łemkowskości na wiele lat. Pamiętałem o niej wewnętrznie,
lecz nie eksponowałem jej na zewnątrz – chyba że ktoś wprost o
nią zapytał. Aż do czasu mojego doktoratu, w którym chciałem za
pomocną portretów opisać jak najlepiej doświadczenia i historię
konkretnych osób. Wtedy też przedstawiłem losy mojego dziadka,
Piotra Kocura, m.in. w obrazie Historia mojego dziadka Piotra
Kocura. Ukazałem w nim drogę od jego pojmania i wywiezienia do
obozu pracy w Dreźnie, przez wysiedlenie w ramach akcji „Wisła”,
po osiedlenie w niewielkiej miejscowości na ziemiach odzyskanych.
Jego
indywidualna historia była jednocześnie doświadczeniem tysięcy
osób przymuszonych do opuszczenia ojczystych stron. Utracony dom
stał się nieświadomie doświadczeniem kolejnych pokoleń.